O autorze
Matka uroczych 5-letnich bliźniaczek – Hanusi i Lenusi. Niegdyś dziennikarka i redaktor naczelna, rzecznik prasowy. Dziś Dyrektor ds. Komunikacji i Promocji największego stadionu w Polsce czyli PGE Narodowego i od jakiegoś czasu blogerka. Nie narzeka na brak obowiązków i jest świetnie zorganizowana, zawsze służy poradą innym matkom. Uwielbia podróżować z bliźniętami pociągiem i piec ciasteczka. Często zakłada szpilki i krótkie sukienki, nawet na spacer z dziećmi. Biega.

Bliźnięta w drodze – jak ogarnąć towarzystwo i nie zwariować?

Dowiedziałaś się, że zostaniesz matką bliźniąt? Nie panikuj, poradzisz sobie. Ważne są rytuały oraz synchronizacja. Ale najważniejsze jest to, byś nie zapomniała o sobie i o tym by angażować tatusia do pomocy. Opracuj plan i wszystko zapisuj, nie staraj się być idealną matką i perfekcyjną panią domu. Skup się na sobie i dzieciach. Pierwsze pół roku to szok dla organizmu, ale zdziwisz się ile jesteś w stanie wytrwać bez snu. Potem będzie już z górki!

Kiedy dowiedziałam się, że zostanę matką bliźniąt, ogarnęła mnie radość ale i strach. W głowie setki pytań: jak ja sobie poradzę? Nie umiem gotować, jestem stworzona do pracy, a nie siedzenia z dziećmi w domu. Jak będzie wyglądało moje ciało? Będę miała zapewne masę rozstępów… Czy będę miała czas na spotkania z koleżankami oraz na czytanie książek? Te pytania zadawałam sobie przez cały okres mojej ciąży, ale starałam się tak przeżyć ten czas, by nie zwariować i robić też coś dla siebie.



Po pierwsze: uczyłam się gotować!
Moja pierwsza zupa była tak wodnista, że aż niezjadliwa, ale z każdym dniem było coraz lepiej. Dziś moje córeczki oraz bliscy proszą, bym zrobiła pizzę, ugotowała wołowinkę w sosiku czy upiekła jakieś pyszne ciasto. Moje potrawy są tak kolorowe (dodaję dużo warzyw), że moje dzieci już od pierwszych miesięcy zajadały się nimi. Dziś proszą abym dodała im do zupki marcheweczkę czy pietruszkę. A moje zupy nazywam nietypowo. Różowa zupa to po prostu buraczkowa, pomarańczowa to dyniowa, a czerwień meksykańska to klasyczna pomidorówka.

Po drugie: dbałam o siebie
Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży zapisałam się na pilates i ćwiczenia dla ciężarnych. Ćwiczyłam niemal codziennie, także w domu. Choć moja ciąża od początku była zagrożona, to instynkt jaki mi towarzyszył, powodował, że wiedziałam kiedy potrzebuję wypoczynku, a kiedy mogę zrobić więcej ćwiczeń. Oczywiście aktywność fizyczna po urodzeniu moich ślicznotek była kluczowa dla mojego dobrego samopoczucia i sylwetki.

Naturalnie przez pierwsze miesiące po urodzeniu nie ćwiczyłam, ale kiedy skończyłam ściągać pokarm, tego samego dnia ruszyłam do boju. I nie chodziłam do klubu fitness. Ćwiczyłam z dziećmi w domu i to dosłownie. Dzieci posłużyły mi jako obciążniki. Kiedy je usypiałam robiłam z nimi przysiady oraz skręty na boki. Kilkadziesiąt serii z jednym szkrabem, kilkadziesiąt z drugim i w 7 miesięcy po porodzie wróciłam do dawnej sylwetki. Moje bliźnięta niedawno skończyły 4 lata. Biegam co drugi dzień i jeszcze nigdy nie wyglądałam tak dobrze. To opinia wszystkich moich znajomych.

Nie zapominałam także o kosmetykach, wcierałam je dwa razy dziennie zarówno w ciąży jak i po urodzeniu. Dziś mój brzuch wygląda świetnie.

Po trzecie: rytuały i synchronizacja to klucz do sukcesu
Moje córeczki urodziły się w 37 tygodniu z bardzo poważną wadą płuc. Lekarze nie dawali im szans na przeżycie, jednak wiara czyni cuda… Ale to na inny tekst. W szpitalu dziewczynki spędziły dwa miesiące, w tym prawie miesiąc w inkubatorze. Pielęgniarki co półtorej godziny wzywały mnie, bym przyszła nakarmić moje dzieci. Jedne pomagały nakarmić jedno z bliźniąt, inne nie.

Dziś dziękuję jednym za pomoc, a innym za zaprawianie mnie w boju. Po tygodniu „ogarnęłam się”. Po dwóch podziękowałam za pomoc. Sama zajmowała się dziećmi i wszystko zaczęło się układać. Kiedy przychodziłam, jedna się budziła. Skończyłam karmić i budziła się druga córeczka. Niestety przez pierwsze trzy miesiące dziewczynki nie spały zbyt wiele, ale szybko zorientowałam się, że wynika to z tego, że były jeszcze słabe. Jako wcześniaki - karmione początkowo sondą - nie miały odruchu ssania.

Zaczęłam więc ściągać pokarm i karmiłam dziewczynki butelką. Po dwóch dniach spały już prawie trzy godziny. I tak przez pół roku - najpierw karmiłam jedną, potem drugą, aż w końcu zdecydowałam się, że wszystko będę robiła synchronicznie. Karmiłam obie na raz. Kładłam obie do spania w tym samym czasie. Właściwie wszystkie czynności robiłam w jednym momencie i tak jest do dzisiaj. Od 9 miesiąca miałam już 3 godziny dla siebie.

Mamuśki pamiętajcie, by wtedy wypoczywać, spać z dziećmi, by nabierać sił. Obiad róbcie na kilka dni, angażujcie też ojca dzieci. Ja tego nie robiłam, dlatego byłam niedoceniana jako kobieta i matka. Byłam super zorganizowaną mamą, kucharką i sprzątaczką, ale nie miałam już siły na bycie żoną i kochanką i to uśpiło mój związek. Wysyłajcie mężów na spacery z dziećmi, a wy idźcie do kosmetyczki, do ludzi i nie zapominajcie od rana robić makijaż, choć delikatny. To ważne i poprawia nasze samopoczucie. Nie chodźcie ciągle w wyciągniętych dresach, włóżcie fajną kieckę i idźcie na spacer. Ja dziś na spacer z moimi królewnami zakładam krótkie kiecki i szpilki, uwielbiam spojrzenia innych mam. No facetów też.

Po czwarte: zróbcie plan i zapisujcie wszystko
Ja to nazwałam „gry plan” – była to rozpiska wszystkich czynności przy dziecku wraz z godzinami i kurczowo się ich trzymałam. Plan zawierał karmienie, ćwiczenia z dziećmi (moje miały obniżone napięcie mięśniowe, więc uczęszczałam z nimi przez 1,5 roku na rehabilitację, spacery, kąpiele, zasypianie. Zapisywałam także to, ile dzieci zjadły i ile zrobiły kupek.

Wszystkie mamy wiedzą jakie to ważne. Dzięki temu nie myliłam się nigdy, a uwierzcie, że zmęczony człowiek może pomylić lekarstwo z wodą. Mi się zdarzyło, na szczęście bez szkody dla dzieci. Takie rytuały powodowały, że mieliśmy czas dla siebie, a dzieci były bardzo spokojne. Do dzisiaj trzymam się planu gry.

Po piąte: mama ma wychodne
Ja niestety bardzo późno doświadczyłam tego jak godzina w samotności czy wśród innych ludzi (poza domem) może wpłynąć pozytywnie na moje samopoczucie oraz samopoczucie dzieci. Kiedy moje córeczki miały 2 lata pierwszy raz miałam wychodne, zaczęłam też biegać. Na początku oczywiście miałam wyrzuty sumienia, że opuszczam dzieci, jestem wyrodna matką, itd. Ale to w jakim nastroju wracałam do domu, przemówiło do mojego rozumu. Po godzinnym biegu czy kawie z koleżanką pędziłam do domu stęskniona i pełna cierpliwości. Uwierzcie mi, dzieci to wyczuwają.

W tym roku pierwszy raz mam dwa tygodnie wolnego, dzieci są u taty (rozwiodłam się). Minął już prawie tydzień, a ja czerpię z życia ile się da. Czytam książki, chodzę na kawę, planuję weekend w fajnym miejscu, nie sprzątam i dobrze mi z tym. Ja na tym korzystam, bo nabieram sił i cierpliwości, a dzieci mają czas tylko z tatą, tak im przecież potrzebny.

Drogie mamy bliźniąt, dacie radę. Wprowadźcie tylko „gry plan”.
Trwa ładowanie komentarzy...