O autorze
Matka uroczych 5-letnich bliźniaczek – Hanusi i Lenusi. Niegdyś dziennikarka i redaktor naczelna, rzecznik prasowy. Dziś Dyrektor ds. Komunikacji i Promocji największego stadionu w Polsce czyli PGE Narodowego i od jakiegoś czasu blogerka. Nie narzeka na brak obowiązków i jest świetnie zorganizowana, zawsze służy poradą innym matkom. Uwielbia podróżować z bliźniętami pociągiem i piec ciasteczka. Często zakłada szpilki i krótkie sukienki, nawet na spacer z dziećmi. Biega.

Harmonia, euforia i dystans do świata, czyli po prostu - bieganie

Jest przynajmniej kilka powodów, dla których warto biegać, czy uprawiać inną aktywność fizyczną. Odkąd ja zaczęłam, moje życie nabrało nowego, lepszego smaku. Po pierwsze czasem lubię być sama ze sobą, po drugie relacje z moimi bliskimi stały się lepsze, po trzecie wyglądam lepiej niż kiedykolwiek i zdrowo się odżywiam, a co za tym idzie moje maluszki też. W ciągu godzinnego biegu wiele dzieje się w mojej głowie, ale na mecie króluje już tylko harmonia.

W moich poprzednich tekstach zwracałam uwagę na to, jak ważne jest, abyśmy w codziennych trudach wychowawczych znalazły czas tylko dla siebie. Bieganie to jedna z metod.




Ładna sylwetka i stan euforii


Moją przygodę z bieganiem zaczęłam pół roku temu, pokonując dystans 4 kilometrów. Było bardzo ciężko, choć początkowo wydawało mi się, że ja, matka bliźniąt mająca no co dzień tyle ruchu, wykonująca tyle czynności bez problemu poradzę sobie z „przebieżką”. Okazało się, że nie jest to takie proste. W mojej głowie przeplatało się wiele myśli: po co mi to? Nie dam rady, jestem za bardzo zmęczona, lepiej poleżę w domu. Takie myśli były skutkiem tego, że skupiłam się wtedy wyłącznie na tym by pokonać ten dystans, nie zwracając uwagi na to, co mnie otacza, nie wsłuchując się w siebie. Ale nie byłabym sobą gdybym się poddała. Podjęłam kolejną próbę i to już po dwóch dniach. Był rześki poranek, wiosna, przyroda budziła się do życia i właśnie na tym się skupiłam, na pozytywnych walorach otaczającego mnie świata. Udało mi się wtedy przebiec 5 kilometrów, a kiedy zbliżałam się do mety poczułam przypływ sił witalnych, zaś kiedy wróciłam do domu i położyłam się w wannie poczułam, ten niezwykły euforyczny stan. Wiedziałam już wtedy, że chcę biegać, bo już dawno nie czułam się tak dobrze.

Po 3 miesiącach bez problemu pokonywałam dystans 7-8 km, potem była pierwsza 10. Dziś kiedy jesień za oknem, biegam co drugi dzień i pokonuję dystans 6 km, ale dodałam do tego 20 minutowe ćwiczenia na mięśnie brzucha oraz nóg i pośladków. W ciągu pół roku zrzuciłam 5 kg i wyglądam lepiej niż kiedykolwiek, ale co najważniejsze czuję się lepiej niż kiedykolwiek i to w każdym wymiarze. Nie muszę mówić, że dzięki temu moje poczucie własnej wartości wzrosło.


Rozmowa ze „sobą” i podejmowanie trudnych decyzji


Jak wcześniej wspomniałam, zdecydowałam się na bieganie w pojedynkę. Była to decyzja świadoma, a wiązała się z tym, że chciałam sama ze sobą rozmawiać o swoich problemach, chciałam sama bić się z moimi myślami i dokonywać samodzielnych wyborów. Już dosyć miałam przegadywania mojego życia z bliskimi, przyjaciółmi czy terapeutą. Byłam wreszcie gotowa na to, by samodzielnie mierzyć się ze swoimi problemami i dokonywać wyborów.

Moją przebieżkę dzielę na dwa etapy. Etap pierwszy to ten, w którym wprowadzam się w pozytywny stan, w czym pomaga mi odpowiednia muzyka dopasowana zależnie od nastroju. Po 20 minutach jestem już na tyle rozbiegana, że mogę skupić się na moich myślach, lękach, na problemach, na tym co mnie denerwuje. Ponieważ biegam w lesie, nie raz zdarzało mi się krzyczeć i to nie zawsze ze złości, bywają też okrzyki radości. Kiedy chcę rozwiązać jakiś problem, skupiam się na tym czego tak naprawdę chcę, czego potrzebuję i zaczynam kreować swoją przyszłość, zaczynam myśleć o tym, jak ma wyglądać moje życie. Bardzo często towarzyszą temu obrazy, mój mózg staje się wtedy bardzo kreatywny. Zawsze na końcu pojawia się jakaś konkluzja, jakaś podjęta decyzja co daje mi wewnętrzny spokój, dlatego mówię, że na mecie jest już tylko harmonia. Kiedy wracam do domu, do moich bliźniaczek, jestem pełna życia, kreatywna, mam w głowie wiele pomysłów na to jak rozwiązać problemy wychowawcze. I choć nierzadko bywa tak, że decyzje podjęte przeze mnie okazują się nietrafne, umiem się z tym zmierzyć i zawsze szukam nowych rozwiązań. Dziś wiem, że jestem silną kobietą, a w życiu nie ma sytuacji bez wyjścia i cieszą mnie małe rzeczy. Najbardziej jestem zadowolona z tego, że podejmuję nowe wyzwania i osiągam sukcesy.


Lepsze relacje z bliskimi


Przemiana jaką przechodzę od dłuższego czasu, wpływa także na relacje z bliskimi. Nie tylko zauważają oni tę zewnętrzną przemianę ale dostrzegają przed wszystkim tę wewnętrzną. Ta najważniejsza dla mnie relacja z moimi córeczkami znacznie się uspokoiła (niełatwo jest wychowywać bliźnięta w pojedynkę), a to za sprawą tego, że nigdzie się już nie spieszę, poświęcam im całą siebie, a po bieganiu zawsze wracam z jakimś nowym pomysłem na zabawę, czy na rozwiązanie problemu wychowawczego związanego choćby z radzeniem sobie z emocjami. Podam przykład. Od dłuższego czasu moje córeczki rywalizują ze sobą o wszystko, często kończy się to szarpaniem, szturchaniem a więc przypływem złości i agresji. Któregoś dnia biegając w lesie i krzycząc, uświadomiłam sobie, że mogę zaproponować im to samo. Zabrałam je do lasu i pozwoliłam krzyczeć, rwać trawę, rzucać liście to było niesamowite doświadczenie, niezwykle emocjonalne. Dziś zdarza się, że dziewczynki krzyczą o 7 rano przed blokiem albo na klatce, bo nie lubią rano wstawać. Mamy też w domu „kosz na złość”, do którego wrzucamy porwane kartki czy po prostu kopiemy w niego. Czasem to pomaga, a czasem nie, ale ważne są intencje. Dziś po prostu lepiej rozumiem swoje emocje, a przez to ich, moich małych istotek i znacznie rzadziej się denerwuję, kiedy mają przypływ gorszych chwil. Ja umiem sobie radzić „ze sobą”, więc uczę je jak mają radzić sobie ze swoimi emocjami. I czuję się spełniona jako kobieta, pracownik i jako matka.

Moja przemiana wpływa także na relacje damsko-męskie. Ale o tym może napiszę innym razem. Jest po prostu dobrze.


Te spojrzenia dla których warto się pomęczyć


Uwielbiam spojrzenia koleżanek i kolegów, którzy zauważają moje zmiany, choćby te powierzchowne. To też jest w życiu ważne. Lubię też spojrzenia zazdrosnych koleżanek, które czasem plotkują na temat tego, jak udało mi się po urodzeniu bliźniąt uzyskać tak świetną figurę (tak dziś potrafię o sobie mówić, że wyglądam rewelacyjnie). Nie raz słyszę gdzieś mimochodem, że pewnie nic nie jem albo jestem na drakońskiej diecie. Nic bardziej mylnego, nadal uwielbiam słodycze i pozwalam sobie na moje ulubione ciasto i to kilka razy w tygodniu. A na chwilę obecną jestem na etapie skracania wszystkich sukienek, bo moje nogi są warte pokazywania. Jestem po prostu piękną kobietą i to w każdym wymiarze.

Drogie mamy, życzę Wam abyście osiągnęły taki stan. Ja mam już kolejne cele, a jednym z nich jest start w zawodach, może półmaraton… i zakup nowego bikini.

Trwa ładowanie komentarzy...